Nasz Polski Ekstra Marsz

We wrześniu 2020 roku w górach Harz miał się odbyć  ultramarsz (Ultramarsch). Pod tą nazwą kryje się dość intensywna wędrówka, i nie ma w tym przesady, gdyż w przypadku 'harzowej’ imprezy miało być do pokonania 105 kilometrów w 24 godziny.

Niestety marsz został odwołany…

Nasza chętna i przygotowana na życiowe wyzwanie grupa, czyli Beata, Rudi, Daniel, Maciek i ja postanowiliśmy wówczas zorganizować sobie własny marsz. Może nie 'ultra’ ale przynajmniej 'ekstra’, bo o połowę krótszy. By nie było tak prosto, zaplanowałam trasę wiodącą przez cztery najwyższe szczyty Harz:

Δ Achtermann, 926 metrów n.p.m.
Δ Wurmberg, 971 metrów n.p.m.
Δ Brocken, 1 141 metrów n.p.m.
Δ Wolfswarte, 927 metrów, n.p.m.

Ramy czasowe wyznaczył nam cykl dnia. Na pierwszym szczycie chcieliśmy go powitać, a na ostatnim pożegnać. Oczywiście liczyliśmy na to, że dane nam będzie również zobaczyć  wschód i zachód słońca. W drugiej połowie września oznaczało to, że na Achtermann powinniśmy być przed siódmą rano, a na Wolfswarte wpół do ósmej wieczorem. Czy da się to zrobić?  

Nocne perypetie

Na wyprawę zebrała się grupa 9 osób. Umówiliśmy się na parkingu w Oderbrück o 6 rano. Przed tak długim marszem powinniśmy być wyspani i wypoczęci, ale nie do końca to wyszło. Prawie każdy miał w nocy jakieś przygody. Jacek był zmuszony przenocować w samochodzie na parkingu. Nie pytajcie dlaczego. Beata dojeżdżała na miejsce ponad 100 kilometrów, więc spała jedynie 3 godziny. Basi wylała się woda w plecaku i wszystko miała mokre. A i my, mimo, że nocowaliśmy w pobliskim hotelu, mało co zmrużyliśmy oko – pewnie z ekscytacji i oczekiwania na całodzienną wędrówkę.
 
Mimo to, wszyscy w dobrych humorach udaliśmy się na pierwszą górę, żeby zdążyć przed wschodem słońca.

1. Achtermann

Z parkingu Oderbrück mieliśmy do pokonania 2 kilometry i 130 metrów różnicy. To był dobry etap na rozgrzewkę i już wkrótce mogliśmy podziwiać niesamowite widoki ze szczytu. Pierwszy cel osiągnięty, Achtermann (Achtermannshöhe, 926 m n.p.m.) został zdobyty. Szczęśliwi, ale również głodni zeszliśmy z góry, kierując się do Braunlage, gdzie czekało na nas śniadanie.

A tutaj film ze zdobycia pierwszej góry

2. Wurmberg

Po śniadaniu i gorącej kawie, pełni sił ruszyliśmy dalej. Naszym celem tym razem była najwyższa góra Dolnej Saksonii – Wurmberg. Przed nami kolejne 5 kilometrów i 360 metrów różnicy. To już nie był spacer, a porządny marsz  – w końcu to był dopiero początek. 
 
Po niecałej godzinie dotarliśmy do imponujących schodów, pozostałości po dawnej skoczni na Wurmberg. To nie był nasz ulubiony odcinek trasy i co niektórzy, wpinając się po 375 stopniach, mieli ochotę mnie udusić. 

Około godziny XX zaliczyliśmy nasz drugi cel. Po krótkiej przerwie na posiłek ruszyliśmy w dół, kierując się do Schierke. Z szerokiej, utwardzonej drogi weszliśmy w las na ścieżkę pełną korzeni, aż dotarliśmy do górskiego potoku. Chłodna woda w ciepły dzień od razu przyciągnęła nas do siebie. By sie orzeźwić, niektórzy zamoczyli nogi, a inni głowę… 

A tu film z kolejnego etapu wędrówki

3. Brocken

Przyszedł czas na kulminacyjny punkt naszej wyprawy i jednocześnie najwyższy szczyt gór Harz – Brocken (1141 m n.p.m.). Droga z Schierke przez Eckerlochstieg jest najkrótszą, skąd można wyruszyć na górę, ale jednocześnie bardzo stromą. Część jej pokrywają wielkie głazy, po których trzeba się dodatkowo wspinać, co jest wyczerpujące. Podejścia nie ułatwiało wyjątkowa, jak na wrzesień, słoneczna pogoda. Jednym słowem lał się z nas pot i czasem brakowało tchu. Każdy szedł swoim tempem, a spotkać mieliśmy się po wyjściu z lasu na szosie Brockenstraße. 

Tuż przy końcu tej ścieżki, wydarzyło się coś, co mocno wystraszyło naszą grupę. Jeden z naszych uczestników, Jacek, źle stanął na kamieniu i odniósł małą, ale bolesną kontuzję. W ruch poszły tabletki, maści i opaski – wszystko po to, by mógł dotrzeć do szczytu, do którego mieliśmy jeszcze 1,5 kilometra drogi. Na szczęście była to szeroka, utwardzona i niezbyt stroma ścieżka. W naszych głowach kłębiły się niewesołe myśli: czy to oznacza koniec marszu?, czy nasz przyjaciel będzie musiał wrócić pociągiem?, a może jednak da radę pójść dalej?

Tak dotarliśmy na Brocken, gdzie zaplanowałam dłuższą przerwę na obiad i regenerację. To był nasz trzeci szczyt, ale odległościowo osiągnęliśmy półmetek trasy.  

Zjedliśmy pyszną grochówkę, wypiliśmy piwo i przy pięknych widokach podsumowaliśmy nasz dotychczasowy wysiłek. Czuliśmy się bardzo dobrze, a energii dodała nam wiadomość, że kolano Jacka przestało mu dokuczać i może iść dalej. Więcej nam nie było trzeba i z radością wróciliśmy na szlak. 

Kolejna porcja filmowych wspomnień

4. Wolfswarte

 Z Brocken zeszliśmy Drogą Goethego (Goetheweg) w kierunku Torfhaus. To najwyżej położone osiedle w Dolnej Saksonii (800 m n.p.m.), należące do górniczego i uniwersyteckiego miasta Clausthal-Zellerfeld. Miłośnikom wędrówek po górach Harz znane też jako punkt startowy wielu okolicznych tras. Stąd mieliśmy trzy kilometry podejścia na ostatnią górę, Wolfswarte (927 m n.p.m.).

Przed podejściem ogarnęły nas wątpliwości. Do zachodu słońca została niecała godzina. Czy zdążymy?

Postanowiliśmy się rozdzielić, żeby każdy mógł iść swoim tempem. Razem z Pauliną i Maćkiem podkręciliśmy tempo i wydarliśmy mocno do przodu. Cała ścieżka na górę pokryta była kamieniami i żwirem. Skąd mieliśmy jeszcze tyle sił, by po 12-godzinnej wędrówce, wbiegać jeszcze pod górę? W naszych głowach była tylko jedna myśl: zdążyć przed zachodem słońca. A pozostali, co zostali za nami? Cóż, jeśli my zdążymy, to będzie tak, jakby cała grupa weszła razem. I tyle!

W głowie szumi, z nosa kapie, a ja nawet nie myślałam, by szukać chusteczek. Tylko w górę i w górę, aż prawie brakło tchu. W końcu widzę szczyt, nasz cel, a za nim czerwone niebo. 

Zdążyliśmy! Daliśmy radę! Jesteśmy na ostatnim o szczycie o zachodzie słońca. Widok był przepiękny, jak z bajki. Łzy szczęścia, radość w oczach. Po chwili do mnie i Maćka dotarła Paulina. Oglądamy się za innymi i po chwili widzimy: idą! Dali radę! Jest Basia, Beata, Jacek, Daniel, Rudi i Wojtek. Jesteśmy wszyscy o zachodzie słońca na Wolfswarte. Cóż za niesamowite uczucie. Euforia i duma przeplata się z uczuciem wyczerpania, ale już na nie zważamy. Robimy zdjęcia, oglądamy pamiątkowe medale i cieszymy się, cieszymy i cieszymy…

Tego dnia każdy z nad przekroczył swoją granicę wytrzymałości. Po krótkim odpoczynku rozpoczęliśmy marsz w dół na parking w Oderbrück. To był niesamowity, pełen wrażeń dzień. 

I na koniec relacja z ostatniego etapu wędrówki

Jedna odpowiedź

  1. To był naprawdę wspaniały dzień i wspaniałe przeżycie.
    Ogromne wyzwanie zwłaszcza po kilku godzinach snu 😅
    Ogromnie jestem dumna i szczęśliwa, ze podołałam takiemu wyzwaniu, jakiedla nas przygotowałaś 🙈
    Czytając to wróciły wspomnienia i ponowna chęć pójścia w taką trasę z takimi ludźmi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *